
Madera
Madera
Kraina wiecznej wiosny. Moja portugalska miłość od pierwszego wejrzenia.
Okoliczności wyjazdu
Data podróży: 14-18 stycznia 2018
Z samych opisów tej wyspy, które czytałam, wydawała mi się być idealnym kierunkiem na podróż. Uwielbiam zieleń i wiosenną pogodę, zwłaszcza kiedy mogę ich zaznać w czasie polskiej zimy 😁Dlatego decyzja o tym, żeby tam pojechać nie była trudna. Problemem była jedynie kwestia lotów, ale i to udało się łatwo ogarnąć, łącząc wycieczkę na Maderę z wizytami w innych portugalskich miastach, czyli Lizboną i Porto. Większość czasu postanowiliśmy spędzić w Funchal, do którego łatwo dojechaliśmy z lotniska. Zatrzymaliśmy się w pensjonacie Melba, może nie luksusowym, ale w zupełności wystarczającym na te kilka dni.

Zwiedzanie i wrażenia
Madera oczarowała mnie już od pierwszych chwil. Przepiękne góry, mnóstwo zieleni. Od razu rzuciło mi się w oczy, jak nierówno ukształtowany teren jest wymagający dla infrastruktury. Mnóstwo tuneli, wiaduktów, czy krętych dróg. Do tego charakterystyczne domki pokryte dachówką, budowane nawet na stromych zboczach. Widok był niesamowity. Zatrzymaliśmy się na obrzeżach Funchal, blisko wybrzeża. Nigdy nie zapomnę pierwszego spaceru po okolicy. Byłam zachwycona bujną roślinnością i kwiatami skąpanymi w długich promieniach słońca. No i jeszcze bliskość oceanu i taka sielankowa atmosfera 💕

Ze zwiedzaniem trzymaliśmy się blisko Funchal. W samym mieście odwiedziliśmy historyczne centrum z Katedrą oraz ogród botaniczny. Żeby dotrzeć do tego drugiego trzeba się było nieco powspinać stromymi i wąskimi uliczkami, ale warto było 🙂 Ogród był naprawdę przepiękny i intrygujący, z mnóstwem kolorowych kwiatów i egzotycznych roślin. Do tego z jego szczytu można było podziwiać niesamowity widok na otoczone malowniczymi górami Funchal oraz ciągnący się w oddali ocean. Naszą ulubioną miejscówką w największym mieście wyspy był park św. Katarzyny, który odwiedzaliśmy chyba codziennie. Spokojna atmosfera, dużo zielonej trawy na której można się było położyć i zrelaksować.

Zrobiliśmy też sobie wycieczkę na Cabo Girão. Jest to najwyższy klif w Europie, na którym mieści się taras widokowy. Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś bardziej spektakularnego, bo był to taki trochę balkon… 😄 Natomiast widoki były naprawdę bardzo ładne. Poza tym podłoga była przeszklona, więc można było się przerazić wysokością.


Ostatni dzień przed wyjazdem spędziliśmy w Santa Cruz, żeby mieć trochę bliżej na poranny lot powrotny. Było to całkiem przyjemne małe miasteczko. Do tego spacerując na lotnisko można było sobie zrobić fotę z wyszczerzonym pomnikiem Ronaldo.

Odwiedziłam już wiele miejsc i sądziłam, że niewiele jest mnie w stanie zaskoczyć, a jednak. Od razu między mną a Maderą zaskoczyło i wiedziałam, że to miejsce idealne dla mnie. Uwielbiam tę zieleń, klimat, również wszystkie posiłki, które jedliśmy były pyszne. Żałuję, że udało mi się zobaczyć tylko kawałek wyspy i wiem, że muszę tam kiedyś wrócić i koniecznie to nadrobić ☺️
